Dzisiaj: 12 lutego 2012
swiatsportu
Mariusz Kempys: Teraz łatwiej nie będzie

Paweł Prochowski, źródło: Informacja własna
Data: 2010-02-24 00:10
Dział: Rozmowy z...
 

NMC Powen Zabrze kilka dni temu odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo. We Wrocławiu zabrzanie pokonali AS-BAU Śląsk 32:28. - Pierwszy wygrany mecz na obcym terenie, ale to nie znaczy, że będzie łatwiej - mówi Mariusz Kempys, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników. Na potwierdzenie jego słów można przytoczyć wynik kolejnych zawodów. Zabrzanie przegrali z MMTS Kwidzyn 24:30.


Paweł Prochowski: Musieliście uznać wyższość MMTS Kwidzyn, ale wróćmy do nieco przyjemniejszego momentu. W osiemnastej kolejce pokonaliście Śląsk, mimo że nie byliście faworytami.

Mariusz Kempys: - Faktycznie, nie byliśmy faworytami, ale Zabrze kilkakrotnie mierzyło się już ze Śląskiem, również w niższych ligach. Widziałem po chłopakach z drużyny, że oni zdają sobie sprawę, że Wrocław bardzo nam "leży" i jest szansa na zdobycie dwóch punktów. Zresztą w pierwszej rundzie nie zdobyliśmy wielu punktów, ale właśnie ze Śląskiem wygraliśmy. Od pierwszych minut było widać wiarę w to, że możemy wywieźć z Dolnego Śląska punkty i to się udało. O zwycięstwie zadecydowała większa determinacja niż w Śląsku. Wrocławianie borykają się z kontuzjami, mają jeszcze jakieś inne sprawy pozasportowe. Myślę, że byliśmy wtedy bardziej zdeterminowani, po prostu bardziej chcieliśmy wygrać. My cały czas potrzebujemy punktów, Wrocław już ich trochę zdobył. Jednak ich miejsce w tabeli wciąż nie jest spokojne, ale na pewno spokojniejsze niż nasze.

Zwycięstwo na wyjeździe na pewno dużo wam daje.

- Zdecydowanie tak, tym bardziej, że zdobyliśmy pierwszej punkty na wyjeździe dopiero w osiemnastej kolejce spotkań. Na pewno dodało nam ono skrzydeł. Niestety nie udało się pociągnąć tej passy i pokonać Kwidzyna. Trudno w lidze gra się beniaminkom. Nielba Wągrowiec teraz radzi sobie nieco lepiej, ale też miała swoje problemy u schyłku zeszłego roku. Śląsk teraz nieco gorzej, trzy przegrane w nowym roku. My występujemy trochę w kratkę. Liga układa się tak, jak się układa i trzeba walczyć.

Dzięki zwycięstwu przeciwko potencjalnemu rywalowi w walce o utrzymanie patrzycie w przyszłość z optymizmem?

- No tak, na pewno patrzymy jaśniej na przyszłość, nieco optymistyczniej, ale już spotkanie z Kwidzynem sprowadziło nas na ziemię. Fajnie, że pokonaliśmy Śląsk, ale dalej nie wyciąga nas to na ósme miejsce, jest ono chyba poza naszym zasięgiem. Jednak walczymy dalej, o dziewiąte czy dziesiąte miejsce, które daje utrzymanie tez będzie trudno. O to dziewiąte miejsce będzie ciężko nie tylko nam. Trzy walczące zespoły (Zabrze, Głogów i Gdańsk - przyp. red.) maja bardzo mało punktów. Jest realna szansa na to, by patrzeć w przyszłość minimalnie optymistyczniej, ale to nie jest hurraoptymizm. Dobrze, że wygraliśmy, pierwsze punkty na wyjeździe, ale teraz nie będzie łatwiej. Będzie trudno, co pokazał już mecz z Kwidzynem.

Beniaminkowie tego sezonu mają problemy z kontuzjami. Śląsk boryka się z urazami już od dobrych kilku miesięcy, u was w Zabrzu również "szpital", natomiast Nielba Wągrowiec również w swoim czasie przechodziła ciężki okres. Czy jest to wynik przejścia do wyższej klasy rozgrywkowej?

- To naprawdę bardzo trudne pytanie. Na pewno wiele czynników wpływa na to, czy są kontuzje czy nie. Myślę, że każdy zespół trzeba by rozpatrywać indywidualnie, także nie chciałbym się wypowiadać na ten temat, bo nie mam takiej wiedzy. Myślę, że w ekstraklasie jest troszeczkę więcej spotkań, może troszkę większe obciążenie treningowe. Nie byłem w Zabrzu w zeszłym roku, zatem nie wiem jak trenowali. Trudno mi to powiedzieć. Nie jestem osobą, która może odpowiedzieć na to pytanie.

Niedawno dołączył do was nowy-stary zawodnik, Marceli Migała. Jak go ocenisz?

- Bardzo dobrze. Marcel to bardzo dobry obrońca, solidnie gra w ataku, co już w tych dwóch meczach pokazał. Dobrze czuje się w takim boiskowym chaosie. Dokładnie było to widać w meczu przeciwko Śląskowi. W kluczowym momencie wyprowadziliśmy trzy szybkie ataki w drugie tempo, Marcel rzucił trzy bramki pod rząd i właściwie dzięki temu wygraliśmy.

Cofnijmy się nieco w czasie - Mistrzostwa Europy w Austrii. Czwarte miejsce to sukces Polaków czy jednak porażka?

- Tu możemy rozpatrywać sprawę z dwóch stron. Zostało powiedziane już tyle na ten temat, że naprawdę trudno dodać coś mądrego i konstruktywnego (śmiech). Przed Mistrzostwami liczyliśmy wszyscy na medal. Jednak nie rozdzierałbym skory na zwierzęciu, że zagraliśmy słabo te trzy ostatnie mecze. Można teraz usiąść i debatować miesiąc czy dwa i rozważać czy czwarte miejsce, to dobrze czy niedobrze. Ja podsumowałbym to tak: mamy kadrę na medale. Dobry trener, Bogdan Wenta, świetnie dogaduje z chłopakami. Popatrzymy przyszłościowo, niektórzy co prawda mają wiek, ale w piłce ręcznej to nie przeszkadza. Dopóki się dobrze prezentują, jest dobrze. Możemy powolutku i spokojnie patrzeć w przyszłość, jak ta kadra będzie wyglądać. Generalnie najlepsze miejsce na Euro w historii, nie mamy medalu, tak jak powiedziałem, można to rozpatrywać w wielu aspektach.

A tak personalnie, jesteś zadowolony z czwartego miejsca?

- Hmm... Nie wiem, naprawdę nie wiem. Mam nadzieję, patrząc optymistycznie w przyszłość, że Igrzyska w Londynie, i następne imprezy mogą przynieść owoce w postaci medalu.

Nie możemy przemilczeć tematu sędziowania w spotkaniu półfinałowym...

- Oj, tu bym uciekał od tego tematu. Bardzo nie chciałbym bym się wypowiadać, bo... No, po prostu nie chciałbym komentować.

Ale chyba mogło być lepiej?

- Na pewno mogło być lepiej. Lecz piłka ręczna jest taką grą, że są kontrowersje, jest 10 spornych piłek, raz gwiżdżą na naszą korzyść, raz nie.

Czyli rozumiem myślisz podobnie jak Mariusz Jurasik, który powiedział, że sędziowanie sędziowaniem, ale trzeba było zdobyć kilka bramek więcej i "mieć spokój"?

- Coś w tym jest. Trener Wenta narzekał na spotkanie z Czechami, a akurat tam uważam, że sędziowie dali nam dwie piłki w końcówce, a ostatnia akcja to powinien być karny dla rywali. Gdyby karny był zamieniony na bramkę, to nie bylibyśmy w czwórce. I ja odbijam piłeczkę, ale zaraz ktoś znów może ją odbić, ale gdyby tam wcześniej coś innego gwizdnęli. Naprawdę w tym meczu w końcówce, Krzysiu Lijewski zrobił wejście, odgwizdali faul Czecha. I ta nieszczęsna ostatnia sytuacja, nie oglądałem jej wielokrotnie, ale tam był karny dla Czechów.

Można rozumieć, że sędziowie pomogli nam z Czechami, ale już z Chorwatami niekoniecznie?

- Na pewno troszeczkę nas skarcili w półfinale. Ja mogę mieć inne zdanie, ktoś może mieć inne zdanie. W tej sytuacji możemy się przepychać słownie godzinkę i każdy z nas będzie miał racje i nie dojdziemy do żadnego kompromisu. Chyba, że obejrzymy to na video. Ale może wtedy też nie byłoby wiadomo, bo to decydowałyby centymetry. Odżegnywałbym się od oceny sędziów. Najprościej wygląda to tak, że musimy dobrze grać, żeby wygrywać.

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas i życzę powodzenia w drugiej części sezonu.

- Również dziękuję.

Rozmawiał: Paweł Prochowski




 
Najnowsze artykuły
01.12 KONKURS - Podróż przez Mistrzostwa... 16.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 01.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 19.07 OSHEE oficjalnym napojem... 18.07 Piłka błotna na Roztoczu! 18.07 Rabobank z mistrzem świata 18.07 Przemysław Niemiec na czele... 18.07 Zgrupowanie reprezentacji Polski... 18.07 Pedrosa wygrywa GP Niemiec 18.07 Europejskie finały Pucharu Narodów...

Najczęściej czytane

© 2010 STI Group S.A. | ul. Dekabrystów 41 lokal 714; 42-215 Częstochowa | tel. +48 34 373 10 40