W sezonie żużlowym 2010 drużynę Włókniarza Częstochowa poprowadzi nowy trener Jan Krzystyniak. Szkoleniowiec zastąpił na stanowisku Grzegorza Dzikowskiego, który w ubiegłym roku zdobył z zespołem brązowy medal Centernet Mobile Speedway Ekstraligi. Dla Krzystyniaka praca we Włókniarzu to żadna nowość, bowiem w latach 2005-2006 pełnił już funkcję trenera żużlowców spod znaku lwa. Efektem jego pracy były dwa medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Przed zbliżającym się sezonem d
Panie trenerze, jak przebiegają przygotowania. Pierwsze efekty po obozie można już chyba ocenić.
Przygotowania przebiegają normalnie. Na razie jest jeszcze sezon zimowy, zawodnicy biorą czynny udział w zajęciach ogólnorozwojowych na sali. Frekwencja jest zawsze zadowalająca. Byłem na kilku treningach, byłem na obozie z zawodnikami i zauważyłem, że przygotowani są do sezonu odpowiednio.
Na obozie miał Pan do dyspozycji nie całą drużynę, ale kilku zawodników. Czy to nie przeszkadza?
Brakowało tzw. zawodników z zewnątrz, którzy podpisali kontrakty z klubem. Otrzymałem informację, że przygotowują się na własną rękę, bądź w klubach, w których poprzednio jeździli .
Dlaczego zdecydował się Pan po raz kolejny objąć stery Włókniarza?
Pracowałem tu dwa lata. Po dwóch latach musiałem częściej bywać w domu i zmusiło mnie to do przeprowadzki do Leszna, a że otrzymałem w tym czasie propozycję z oddalonego o 100 km od mojego miejsca zamieszkania, Gniezna – dlatego też odszedłem. A dlaczego zdecydowałem się wrócić teraz? Po prostu nie było żadnego powodu, dla którego nie mógł bym podjąć takiej decyzji. Mile wspominam tamte dwa lata współpracy; nie było żadnych zgrzytów, spięć i to była przyczyna, dla której podpisałem kontrakt ponownie.
Czy zmieniło się coś w klubie, zmieniło się coś w Częstochowie od momentu kiedy Pan pracował?
Wszystko jest na tym samym miejscu, stadion również (śmiech). Co miłe w klubie pracują Ci sami ludzie – to mnie ucieszyło, ponieważ nie będę musiał się z nimi docierać. Wiem na co, kogo stać. Znam ich dobrze, oni mnie również znają. Wygląda to tak, jak bym po dwóch dniach przerwy przyszedł ponownie do pracy.
Zajmie się Pan kompleksową obsługą trenerską. Weźmie Pan pod opiekę również młodych zawodników – narybku żużlowego w Częstochowie. To na pewno duża odpowiedzialność.
Wtedy też miałem wszystko pod moją odpowiedzialnością, zarówno pierwszy zespół jak i szkółka, a nawet zawodnicy z mini toru. Teraz jest stowarzyszenie i spółka akcyjna. Wówczas było tylko stowarzyszenie, ale zakres moich obowiązków będzie taki sam.
Odnośników do tamtych dwóch lat, kiedy Pan pracował nie braknie. Wtedy miał Pan skład dużo mocniejszy, a teraz perspektywiczny, ale walczący chyba tylko o utrzymanie.
Wszyscy tak mówią, że siedem zespołów pojedzie o wynik, a Włókniarz Częstochowa tylko o utrzymanie. Ja zawsze powtarzam do bólu , że jak ja staje pod taśmą to nie myślę o tym, żeby się utrzymać – myślę o tym żeby wygrać.
Żeby wygrać będzie potrzebna koncepcja przygotowania toru. W zeszłym sezonie kilkukrotnie brakował tego czegoś, co nazywa się „atutem własnego toru”.
Teraz w zespole będą inni zawodnicy. Musze po prostu z nimi porozmawiać. Po pierwszych sparingach oni się określą – czy ten tor im pasuje. Będzie przygotowywany taki tor o jakim zadecyduje większość.
Sztuką nie lada jest przygotowanie odpowiedniego toru pod tak zróżnicowanych zawodników, jak choćby Peter Karlsson, któremu odpowiadają raczej twarde tory, a z drugiej strony np. Lewis Bridger, który przede wszystkim lubi „kopę”.
Jeśli 60-70 procent zawodników określi się, że odpowiada im taki, a taki tor, to taki tor będzie „robiony”. Najczęściej przygotowuje się tor, jaki pasuje trzonowi zespołu, bo wiadomo, że nie będę mógł się sugerować młodymi zawodnikami czy zawodnikami drugiej- trzeciej linii.
Od kogo będzie właśnie Pan oczekiwał wyniku, którzy zawodnicy według Pana powinni brylować?
Rune Holta, Peter Karlsson, już Woffinden, który jest przecież uczestnikiem cyklu Grand Prix i zawodnicy typu Słaboń, Drabik. Od nich będę więcej wymagał. To są filary poszczególnych par, dlatego też będą od nich wymagał jakiejś współpracy z drugim zawodnikiem z pary.
Proszę powiedzieć, jak wygląda stan toru? Zima nie rozpieszczała tego roku, a sezon tuż tuż.
Jak na taką zimę, jaką mieliśmy tego roku wygląda bardzo dobrze. Za tydzień w środę, 10 marca, zaplanowaliśmy już pierwszy trening. Są jeszcze do wykonania drobne poprawki, jeżeli chodzi o płotowanie, ale na pewno będzie to w tym tygodniu zakończone. Jeżeli aura nie spłata nam figla, to za tydzień wchodzimy na tor.
Pana obecność w klubie na miesiąc przed otwarciem sezonu sugeruje, że dużo pracy jeszcze przed drużyną. Jakie plany przygotowawcze dla Włókniarza na miesiąc przed rozpoczęciem sezonu żużlowego?
Plany to przede wszystkim treningi i sparingi, które zaplanowane są z tarnowską unią i rybnickim R.O.Wem na koniec marca. Na te mecze będą chciał ściągnąć również zawodników zagranicznych, aby pokazali się, w którym są miejscu, na jakim etapie przygotowań. Nie ukrywam, że te sparingi będą mi już coś sugerowały. Zawodnicy w dalszym ciągu uczestniczą w zajęciach na sali i siłowni. 10 marca są gotowi na to, żeby wejść na tor.
Nie wypada nie zapytać – czego Pan oczekuje o pracy w Częstochowie i od drużyny, na co ją stać?
Ten skład będzie wymagał większej pracy z mojej strony. Będę robił wszystko, również z torem, żeby pomóc zawodnikom. Żeby tor częstochowski był naszym handicapem. Jeżeli nie ma wielkich nazwisk, to niech zawodnicy mają chociaż pomoc z innej strony. Chciałbym uniknąć ostatnich dwóch miejsc w tabeli – dwójki barażowej, uniknąć play-offów o utrzymanie.