 | | logo: ZPRP |
Ruch Chorzów - KGHM Zagłębie Lubin 0:2 (0:0)
Bramki: 0:1 Ilijan Micanski (64), 0:2 Ilijan Micanski (84).
Żółta kartka - Ruch Chorzów: Krzysztof Nykiel. KGHM Zagłębie Lubin: Łukasz Hanzel, Wojciech Kędziora.
Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów 7˙000.
Ruch Chorzów: Krzysztof Pilarz - Wojciech Grzyb, Rafał Grodzicki, Maciej Sadlok, Krzysztof Nykiel - Marcin Zając, Grzegorz Baran, Gabor Straka (80. Maciej Scherfchen), Łukasz Janoszka (71. Patryk Stefański) - Artur Sobiech, Andrzej Niedzielan (46. Arkadiusz Piech).
KGHM Zagłębie Lubin: Bojan Isailovic - Grzegorz Bartczak, Michał Stasiak, Sergio Reina, Martins Ekwueme, Costa Nhamoinesu - Łukasz Hanzel, Mateusz Bartczak, Adrian Błąd (61. Ilijan Micanski) - Szymon Pawłowski (71. Wojciech Kędziora), Mouhamadou Traore.
Chorzowianie zaczęli wiosenną część rozgrywek ekstraklasy od rozbicia na wyjeździe Arki Gdynia 3:0. Walczący o utrzymanie lubinianie zremisowali w poprzedniej kolejce z Piastem Gliwice i raczej na straty punktowe nie mogli sobie pozwolić.
Piłkarze rozpoczęli spotkanie tradycyjną piłką, ale już po 10 minutach trzeba było ja wymienić na pomarańczową, z powodu padającego śniegu. Mimo trudnych warunków, w pierwszej połowie ciekawie było pod obiema bramkami. Najlepszej sytuacji do zdobycia gola dla gości nie wykorzystał w 22. minucie Adrian Błąd, posyłając piłkę obok bramkarza i słupka.
Trzy minuty przed przerwą prowadzenie chorzowianom mógł zapewnić Artur Sobiech. Wbiegając w pole karne rywala nie zdecydował się na strzał, tylko podał do Andrzeja Niedzielana, który nie sięgnął piłki. Niedzielan nie dotrwał na boisku do gwizdka na przerwę. Po zderzeniu z Mateuszem Hanzelem najpierw leżał na murawie, a potem trzymając się za głowę zszedł do szatni.
W drugiej połowie chorzowskiego napastnika zastąpił zimowy "nabytek" Ruchu - Arkadiusz Piech. Gospodarze zaatakowali. Nie było to łatwe na śliskim, białym boisku. Sporo było upadków, przypadkowych zagrań. Lubinianie też nie rezygnowali z prób zmiany rezultatu. I udało im się w 64. minucie. Po podaniu Szymona Pawłowskiego do siatki Ruchu trafił Ilian Micanski, który trzy minuty wcześniej wszedł na boisko.
Chwilę potem rozpętała się nad stadionem śnieżyca, co jeszcze bardziej utrudniło piłkarzom grę, a zmarzniętym kibicom - obserwowanie meczu. Konieczna była przerwa na odśnieżanie linii. Lepiej podziałała na gości - w 84. minucie Micanski wykorzystał błąd obrony Ruchu, "położył" Krzysztofa Pilarza i spokojnie wepchnął piłkę do pustej bramki, ustalając wynik spotkania.
Po meczu powiedzieli:
Trener Zagłębia Marek Bajor: "Przed meczem w Chorzowie zakładaliśmy po cichu zdobycie jednego punktu. Powetowaliśmy sobie straty z poprzedniego meczu ligowego z Piastem Gliwice, który skończył się remisem. Udało się dzisiaj zdobyć bramkę, kiedy jeszcze warunki pozwalały na lepszą grę w piłkę. Później, przy padającym śniegu łatwiej było się bronić i wybijać rywala z rytmu".
Trener Ruchu Waldemar Fornalik: "Uczulałem moich zawodników, że w takich warunkach jeden błąd może zadecydować o porażce. Niestety, miałem rację. Przerażająca jest trochę ta ilość indywidualnych błędów w obronie. Warunki były identyczne dla obu zespołów, ale jednak anormalne. Oprócz porażki dotknęło nas jeszcze nieszczęście w postaci kontuzji Andrzeja Niedzielana, który z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu trafił na obserwację do szpitala. Być może to też miało wpływ na postawę zespołu".
|