Maciej Hasik, źródło: Informacja własna Data: 2010-06-22 09:53 Dział: Felietony |
|
|
Tegoroczne Mistrzostwa świata w piłce nożnej są chyba najdziwniejszym turniejem w historii tych rozgrywek. Przesada? Niekoniecznie. Wszystko wskazuje na to, że na naszych oczach dzieje się historia, a że historia, szczególnie ta niechlubna lubi się powtarzać, kilka sytuacji, z którymi mamy doczynienia w RPA miało już miejsce w przeszłości. Powiem szczerze zawiodłem się na tych mistrzostwach...Wiem, że jeszcze trwają, ale kilka spraw, do których mam pretensję nie zmieni się już do końca...Przedstawiam (moim zdaniem) trzy podstawowe mankamenty... Tak więć PROTESTUJĘ!
PROTESTUJĘ!
Przeciwko udziale w mundialu reprezentacji Koreii Pólnocnej. Kraj, który ma najbardziej totalitarny ustrój na świecie spokojnie bierze udział w międzynarodowych rozgrywkach dyscypliny, której mecze przyciągają przed telewizory miliardy widzów z całego świata. Święto sportu i pokoju jakim zawsze jest mundial poprzez dopuszczenie do rywalizacji tego typu drużyn, co ta narodowa z Phenianu, jest policzkiem dla całego demokratycznego świata. I choć daleki jestem od politycznej poprawności, to bulwersuje fakt, że FIFA będąc organizacją promującą prawa człowieka i związane ze sportem wyższe wartości wpuszcza w swoje szeregi ( i nie wyklucza ) reprezentację kraju, w którym nie obowiązują najmniejsze prawa człowieka, obywatele cierpią często głód, opozycja jest więziona w obozach koncentracyjnych, a piłkarze grają pod pręgieżem humorów "wielkiego wodza". Szczerze wierzę w sugestie niektórych organizacji międzynarodowych (oczywiście po za FIFA, która nie mówi o tym nic, albo udaje, że nic o tym nie wie) jakoby piłkarze północnokoreańscy za kiepski wynik w Mistrzostwach mięli gotowaną karę osadzenia w obozach pracy czy innych jednostkach odosobnienia. Nie chce nawet myśleć co ich czeka po blamażu z Portugalią 7-0, tym bardziej, że mecz ten jako piewszy w historii był transmitowany przez reżimową telewizję...FIFA, nie chce widzieć tego co dzieje się z młodymi ludźmi żyjącymi w północnej części Koreii. Jakże często podobni do nich, uśmiechnięci ludzie biorą udział w promujących pokojowy wymiar futolu reklamówkach FIFA. Gratuluje obłudy... W XXI wieku poprzez cichą tolerancję i dopuszczanie do rozgrywek podobnych do tego koreańskiego zespołów cofamy się w rozwoju (zresztą Korea Płn. i jej podobne grały na mistrzostwach już nie raz). Mówię w pierwszym przypadku liczby mnogiej, bo sam czuje się oszukany ( i myślę, że nie jestem sam) faktem, że obok spokojnie żyjących i trenujących na połoudniowoafrykańskich boiskach drużyn jest taka, która więcej niźli piłkarzy, ma w swoich szeregach członków Służby Bezpieczeństwa KRLD. Co dziwi jeszcze bardziej FIFA bez mrugnięcia okiem wyklucza ze swoich struktur inne federacje. Irak w 2008 roku, to przykład pierwszy z brzegu, a okoliczności wszystkim dobrze znane. Ale to nie wyjątek. Peru w tym samym roku zostało wykluczone z gry w jakichkolwiek turniejach międzynarodowych z powodu konfliktu ichniejszego rządu z federacją...I niech mi ktoś wytłumaczy, że wspomniany konflikt peruwiański był bardziej szkodliwy dla ducha sportu niż obserwowanie reżimowej drużyny, z której, jak plotka niesie, w niewyjaśnionych okolicznościach podczas trwającego mundialu bez śladu zniknęło już kilku piłkarzy...No ale w końcu to obóz pokoju...
PROTESTUJĘ!
Przeciwko organizowaniu w przyszłości imprez o tak wielkiej randze na kontynencie afrykańskim. I żeby było jasność nie mam nic przeciwko rozwojowi gospodarczemu, społecznemu i sportowemu tego nękanego przez lata wojnami itp rzeczami regionu świata i jego mieszkańców. Mam jednak wrażenie, że FIFA niejako na siłę, chce rozwijać piłkę nożną na czarnym lądzie. Myślę, że futbol i bez tego jest w Afryce wielce popularny, a na takiej lokalizacji mundialu tracą prawie wszyscy. Chodzi głównie o kibiców, bo Ci nie dość, że nie mogą czuć się do końca bezpiecznie (nie wierzę w zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą), to o wyprawach i zabawach poza bezpiecznymi strefami nie ma już mowy. Nie wiem czy zauważyliście, ale w przekazach telewizyjnych próżno szukać tak częstych np. w Europie obrazków z tętniących życiem centralnych placów i arterii poszczególnych miast, które wypełnia różnokolorowy tłum kibiców. Po za bliskim otoczeniem stadionów o mundialu tak naprawdę jest cicho w samym RPA. Myślicie, co za "cymbał" pisze te słowa "siedzi przed telewizorem w Polsce i dywaguje o tym co dzieje się na drugiej półkuli". Myślcie i mówcie co chcecie, ja nie widziałem nawet żeby któraś z telewizji transmitujących mundial pokazywała inne "obrazki" niż te związane tylko z piłką. A gdzie tak hucznie obchodzone w trakcie trwanie mistrzostw na innych kontynentach internacjonalne święto? W RPA święta nie ma. Mam wrażenie, że dla wszystkich te mistrzostwa ograniczają się do stałego schematu hotel-autostrada-stadion-autostrada hotel-hotelowy bar. "A Euro 2012 dla Polski i Ukrainy to nie przegięcie"? - zapyta część z was. W porównaniu do mundialu w RPA, ani troche. (p.s obłuda i głupota międzynarodowych federacji sportowych wyszła już dwa lata temu podczas IO w Pekinie. Ale tam chociaż było więcej milicjantów niż kibiców i można było wyjść na miasto. Zresztą, co do głupoty sportowego środowiska międzynarodowego można sięgnąć jeszcze wcześniej i spojrzeć na przyznanie organizacji Igrzysk Olimpijskich Berlinowi w 1936 roku, ale to już temat a pro pos pierwszego akapitu). Reasumując, mundial w Europie (nawet w Azji!) ma swój klimat. Tego klimatu, po za zimowymi akcentami Afryki (swoją drogą ktoś to też nieźle wymyślił by grać MŚ w chłodzie i deszczu) brak w RPA. Z powodu chłodu świecą pustkami specjalne fan-zone i koło się zamyka...
PROTESTUJĘ!
Przeciwo karygodnemu wynalazkowi zwanemu wuwuzelem! To co w Europie już dawno zostało wyrzucone do kosza, albo leży w domowych szpargałach, w RPA święci tryumfy. Kawałek plastyku, z którego po uprzednim dmuchnięciu wydobywa się paskudny dźwięk-ryk stał się hitem na mundialowych straganach. Oczywiście władzy FIFA bardzo podoba się trwająca nieustannie przez 90 minut kakofonia kilkudziesięciu tysięcy trąb, które zastąpiły cywilizowany doping. (Nie slyszałem bardziej bzdurnego stwierdzenia niż to, które mówi o...motywującym działaniu wuwuzeli). Możliwe, że dla afrykańskich plemion tego typu sygnał, bliźniaczo podobny do odgłosów godowych dzikich zwierząt, to jest coś! Ale czy koniecznie musimy wracać do jaskiń? Na Boga wuwuzele nie sprawdziły się na wielu stadionach Europy (przypominam apel polskich piłkarzy kilka lat temu, kiedy to na Stadionie Śląskim biało-czerwoni fani dawali upust swoim wuwuzelowym zapędom), odchodzi się od ich stosowania nawet na halach (akcja siatkarskich kibiców "Nie trąb nie badź łosiem"), ba, nawet na żużlu, choć w trakcie meczów aż tak to nie denerwowało, co raz rzadziej spotyka się ten "wyszukany" instrument. Ale o ile warkot motorów trwa jedynie kilkanaście minut w ciągu meczu żużlowego, a hałas maszyn zagłusza dźwięk wuwuzeli, to 90 minut spotkania piłkarskiego wypełnione "muzyką", którą doprowadza do szewskiej pasji jest nie do przyjęcia! Ale FIFA ma w głębokim poważaniu głosy oglądających mecze kibiców (przed telewizorami można "urodzić jeża") i piłkarzy (podziwam jak mogą skupić sie w tym hałasie...a może na murawie tak tego nie słychać?). Grunt, że ktoś na sprzedaży tego badziewia dobrze zarobił. Może FIFA też skoro ostatnio w opinii publicznej pojawiły się informacje o podwojeniu zysków federacji w minionym roku...
By nie przelewać już czary goryczy, która podchodzi mi do gardła myśląc o pozasportowych aspektach MŚ w RPA. Jutro na naszych łamach pojawi się kolejne subiektywe podsumowanie rozgrywek grupowych. Druga seria spotkań właśnie dobiegła końca. Na szczęście na boisku jest już trochę więcej optymizmu niż po za nim (nie licząc treningowego boiska reprezentacji Francji;)
|
|
|
|