25.05.2005 drużyna FC Liverpool w bramce z Jerzym Dudkiem wygrała rozgrywki Ligi Mistrzów w meczu z AC Milan 3:3 (karne 3:2)
Dzisiaj: 25 maja 2012
swiatsportu
Paweł Krac: - To jest prawdziwe życie!

Anna Sosna, źródło: Informacja własna
Data: 2009-09-20 23:50
Dział: Motosporty · Motocross
 

Paweł Krac jest trzydziestoletnim amatorem sportów motorowych, pochodzi z Góry w województwie dolnośląskim. Jest jednym z niewielu amatorów, który postanowił spełnić swoje marzenia. Wyjechał on na ośmiodniowy rajd Tuareg po Afryce. Jego celem było dojechanie do mety, lecz poszło mu zdecydowanie lepiej, zajął ostatecznie 9 miejsce. O swojej przygodzie z motocyklami opowiada nam w poniższym wywiadzie.


- Jak zaczęła się Pańska przygoda z motocyklami ?

Cała rodzina mojego taty jeździ na motocyklach i kuzyn Janek też próbował kiedyś jeździć w Poznaniu na torze. Pierwszy raz się przejechałem na wujka Cześka "komarku", a miałem wtedy sześć lat. Nie umiałem wtedy ruszyć z miejsca to wzięliśmy go na "zapych". Pojechałem trzysta metrów i nie umiałem zawrócić. W 1996 roku zapisałem się do żużlowej Unii Leszno i jeździłem tam dwa lata. Nie o to chodziło, że słabo jeździłem, byłem dobry tylko stwierdziłem że to nie dla mnie. Licencji nawet nie zdawałem. Było fajnie jak Roman Jankowski był trenerem, później był jeszcze jeden trener, a następnie przyszedł Bernard Jąder. Wcześniej jak był Jankowski to jeździliśmy co trening, a jak przyszedł Jąder, to nie pozwalał nam już tak często startować. Przenieśli nas do Rawicza z Piotrem Dymem, później z żużla zrezygnowałem. Jeździłem też na torze w Poznaniu na motocrossie. Gdy sobie myślałem jak to będzie dalej to cały czas mi się marzyły mi się rajdy  i cały czas myślę o rajdzie Paryż - Dakar.


 
- Czy warto spełniać marzenia za wszelką cenę?

Pewnie że warto! Życie bez marzeń jest nic nie warte, takie bez sensu. Każdy właściwie ma jakieś marzenia, ale tylko o nich gada. To jest 99 procent ludzi, a tylko ten jeden procent spełnia je. Postanowiłem na rajd pojechać i udało się to marzenie spełnić. Każde spełnione marzenie człowieka rozwija. Moim największym marzeniem jest wygrać Paryż - Dakar, ale to jeszcze sporo czasu. Poznałem na tym rajdzie dużo ludzi konkretnych, takich jak ja. Warto sprawdzić, co się jest wartym. Zaprosił mnie do siebie jeden Hiszpan, który jest teraz konstruktorem KTM. Mam jechać do niego na szkolenie na tydzień. Jest on bardzo pozytywną osobą tego świata motocyklowego.

- Czy nikt nie hamował Pańskiego zapału do tak niebezpiecznego sportu?

Moim celem gdy zaczynałem zabawę z motocyklami było dojść do czegoś w sporcie. Nie tylko zabawa, naprawa ale chciałem zrobić coś dla siebie, dla Polski. Niebezpieczny sport to jest dla tych którzy mają dwadzieścia parę lat i chcą zacząć jeździć. Gdy ktoś jeździ od małego chłopaka tak jak ja to wszystko wtedy jest OK. Tato mi niekiedy mówił żeby skończył z tymi motorami bo one mi jeść nie dadzą. Tak mówił ale w piątej klasie mi kupił Simsona i trochę zmienił zdanie. Jak chciałem się zapisać na motocross to mówił że nie bo się zabiję, ale na żużel mi zgodę podpisał. Gdy rodzice zobaczyli że nic się nie dzieje, że jestem twardy to nie było już problemów.

- Dlaczego akurat rajd przez Saharę a nie Paryż-Dakar?

Mam za małe doświadczenie. Fizycznie może bym podołał. Tuareg jest rozgrywany tak jak Paryż - Dakar w Afryce. Na Dakar trzeba mieć 300 tysięcy złotych żeby wystartować indywidualnie. Jak by tak jechać z teamem Orlen to wtedy jest fajnie. Moje marzenie to dostać się do  teamu Orlen. W przyszłym roku może pojadę do Sardynii we Włoszech i może jeszcze Dubaj. Tam będzie cała czołówka świata. Tuareg był podzielony na grupy jednocylindrowych silników i dwucylindrowych. Była też kategoria amatorów i profesjonalistów. Pierwszy dzień przejechałem w profesjonalistach ale później Team Dakar mi podpowiedział żebym przeniósł się do amatorów żebym się nie zabił. Powiedziałem sobie dobra, bo ja tam nie pojechałem się ścigać, moim sukcesem było przejechanie całego etapu.


 
- Przejechał Pan rajd Tuareg, czy czuje się Pan spełniony ?

Pod pewnym względem tak bo dałem radę. Sam zorganizowałem wszystko, miałem tylko dwóch sponsorów, których załatwiłem przez przypadek. Zorganizowałem cały wyjazd zapłaciłem 1 490 euro wpisowego, za serwisanta 800 euro ale to trochę trwało zanim wszystko załatwiłem. W maju postanowiłem jechać bo mam 30 lat i jeszcze nic nie osiągnąłem, bo nie było jak. Zadzwoniłem do Teamu Dakar i powiedziałem że chce jechać na Paryż - Dakar. Oni mi mówią żebym się nie pchał tam bo to jest za mocne wyzwanie i żebym wybrał Tuareg bo to ma też 8 dni i jest podobny do Paryż - Dakar . Jak to przejedziesz to nabierzesz wprawy do pustyni i będziesz wiedział czy chcesz trenować dalej. Tak mi powiedział Krzysztof Matela. Ja zapisując się na ten rajd nie miałem w ogóle motocykla, kupiłem motocykl dopiero we wrześniu.

- Jak wygląda finansowanie takich przedsięwzięć?

Pierwszy ten rajd był w pełni za moje pieniądze, oprócz tego że dostałem od firmy Etol i olej podarował mi Castrol. Jedna firma mi dała jeszcze takie odżywki dla sportowców, ale ja tego w ogóle nie używałem. Gdybym to brał to bym "wysiadł" na trasie albo był jakimś cyborgiem. Pracowałem prawie rok czasu na ten mój rajd. W sumie wydałem 48 tysięcy na ten wyjazd ale warto było. Będę jeszcze jeździł, całe życie! Jak w tym roku pojadę to rajd mnie będzie kosztował już tylko około 10 tysięcy, bo jak jechałem pierwszy raz to ja nie miałem nic. Ani ubrania ani opon, o nawigacji nie wspominając. Wszystko musiałem kupić bo nie dopuszczą. Kask też musi być oryginalny, z atestem.


 
- Czy wspólna pasja łączy ludzi na takim rajdzie jak Tuareg?

Z Polaków jednego zdyskwalifikowali i Matela był najlepszy, miał trzydzieste trzecie miejsce. Oni mają pieniądze, bo mają sponsorów, przed rajdem dostali po 100 tysięcy. Cały obóz tego rajdu się spotykał w Almeri 21 marca w porcie w Hiszpanii bo był przegląd motocykli i papierów. Team Dakar mnie zobaczył i mówią że fajnie że przyjechaliśmy ale żebym jechał za jakimś wysokim numerem żeby się nie zgubić w pustyni albo w górach, żeby tylko dojechać do mety. Myśleli że jestem jakiś laik, anemik. Okazało się jednak zupełnie coś innego. Po pierwszym dniu byłem szósty, po drugim dniu byłem drugi. Wcale się nie zgubiłem to oni się zgubili zaraz po pierwszym dniu. Później byli nieprzyjemni. Zamiast się cieszyć, że jakiś Polak dobrze jedzie to oni ignorowali mnie. Na takim rajdzie pasja łączy normalnych ludzi, ale zawistnych którzy myślą że są najlepsi to nie lubię. Poznałem bardzo dużo ludzi fajnych, z tych Polaków którzy tam byli to "normalni" byli tylko fotoreporter i Matela.

- Czy przez zajęcie 9 miejsca poczuł się Pan gwiazdą? Zainteresowanie mediów Panem z pewnością wzrosło.

Sam byłem w szoku ze to 9 miejsce zdobyłem. Jak byłem drugi to od razu miałem tam wywiad przyszły do mnie niemiecka i włoska telewizja. W Polsce mało tego było, kto się zgłosił to pogadałem. Sama mi się zrobiła reklama moja i mojej firmy, bardzo pozytywna rzecz.

- Czy pozwoli Pan swojemu potomstwu na uprawianie równie ekstremalnych sportów?

Tak, bo to jest moim zdaniem prawdziwe życie. Według mnie nie ma nic lepszego. Jak mój mały Hubert, ma teraz 4 miesiące, będzie chciał jechać to proszę bardzo, ale nic na siłę.


 
- Czego zatem można Panu życzyć?

Przede wszystkim zdrowia. Jest to najważniejsza rzecz w każdym sporcie. Nie ma też co ukrywać, że przydałoby się wsparcie sponsorów, bowiem startowanie "na własną rękę" jest zbyt kosztowne.

- Tego też życzę i dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję.

((Osoby i firmy które są zainteresowane sponsorowaniem zawodnika, proszone są o kontakt telefoniczny pod numerem telefonu 693-040-250 bądź też mailowo: kawasakizxr750r@wp.pl.))

Rozmawiała: Anna Sosna




 
Najnowsze artykuły
01.12 KONKURS - Podróż przez Mistrzostwa... 16.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 01.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 19.07 OSHEE oficjalnym napojem... 18.07 Piłka błotna na Roztoczu! 18.07 Rabobank z mistrzem świata 18.07 Przemysław Niemiec na czele... 18.07 Zgrupowanie reprezentacji Polski... 18.07 Pedrosa wygrywa GP Niemiec 18.07 Europejskie finały Pucharu Narodów...

Najczęściej czytane

© 2010 STI Group S.A. | ul. Dekabrystów 41 lokal 714; 42-215 Częstochowa | tel. +48 34 373 10 40