Dzisiaj: 12 lutego 2012
swiatsportu
Mariusz Pudzianowski: Nie rzucam się na głęboką wodę

Paweł Prochowski, źródło: Informacja własna
Data: 2010-02-11 19:43
Dział: Rozmowy z...
 

Mariusz Pudzianowski pod koniec stycznia wziął udział w pokazowym pojedynku wioślarskim podczas 19. halowych mistrzostw Polski "Ergowiosła 2010" we Wrocławiu. Najsilniejszy człowiek świata okazał się minimalnie lepszy od srebrnego medalisty z Pekinu, Pawła Rańdy. - Było naprawdę ciężko - przyznawał po zawodach strongman.

 

Zwycięstwo w Ergowiosłach z Pawłem Rańdą jest bez wątpienia bardzo prestiżowe. Brał Pan możliwość przegranej?

Mariusz Pudzianowski: Bralem możliwość porażki w 80 procentach. Jest to dziedzina Pawła i szacunek dla niego za wyniki, które osiąga. Ja natomiast jestem dobry w tym, co robię, czyli w dźwiganiu i teraz troszkę też w bijatyce. Ergowiosła to jego dziedzina i to jest bardzo dobry zawodnik.

Czy jest zatem dyscyplina, której Pan się boi, której nie spróbowałby Pan?

Powiem tak: takie wyzwaniem, jak na ergometrze, mogę przyjąć. Ewentualnie zgodzę się też na wyścig na kilometr, więcej się podejmuję. A inne dyscypliny? Na pewno nie podjąłbym się skoków narciarskich. (śmiech) Jestem za ciężki i choćby nie wiem co się działo, tam nie wystartuję. A inne wyzwania mogę przyjmować. Traktuję to bardziej jako zabawę, niż poważną rywalizacje.

W wyścigu na 2 kilometry nie wytrzymałby Pan?

Gdybym potrenował, to czemu nie... A wtedy we Wrocławiu? Wtedy to Paweł musiałby mnie chyba reanimować. (śmiech)

Czyli za rok zmierzy się Pan z Rańdą na kilometr?

Jeżeli czas pozwoli, to do kilometra jestem w stanie podjąć wyzwanie. Od razu zastrzegam, więcej nie. Jednak potrenuję 2 miesiące wcześniej. Na pewno nie wyjdę tak jak ostatnio, że dzień przed zawodami wsiadłem na ergometr pierwszy raz od dłuższego czasu. O styczniowej imprezie wiedziałem ok. 5 miesięcy wcześniej, dlatego "zaklepałem" sobie wolny termin. Jeżeli będzie czas, na pewno skorzystam z ewentualnego zaproszenia. Na tych zawodach jest naprawdę ciężko i wesoło. Mówię z własnego doświadczenia. Silny jestem, ale ciężko było.

Nie bał się Pan tego, że spadnie z ergometru?

Naprawdę trochę się bałem, że spadnę i rzeczywiście mało nie spadłem. Na 200 metrze za mocno szarpnąłem i faktycznie prawie spadłem. Potem zacząłem pracować samymi rękoma i troszeczkę zwolniłem, próbowałem układać się na tym. W pewnym momencie nawet myślałem, że padnę, już nie dam rady.

Zmierzył się Pan z Rańdą na ergometrze, zatem możemy oczekiwać, rewanżu w ringu?

Na ergometr na 2 kilometry na pewno bym wszedł, ale już sam mógłbym już nie zejść. Na ringu mogłoby być tak samo, Paweł wejść by wszedł, ale czy by zszedł? Chyba na dzień dzisiejszy tak samo jak ja bym nie zszedł o własnych silach z ergometru, tak samo Paweł z ringu.

Przejdźmy zatem do MMA, jak przygotowuje się Pan do kolejnej walki?

Odbywam treningi 2 razy dziennie, ćwiczę boks, judo, zapasy oraz ju-jitsu. W maju natomiast kolejna walka. Najprawdopodobniej odbędzie się ona w Katowicach. Rok 2010 i połowa 2011 będę walczył na polskich arenach, z Polakami. Dopiero potem spróbuję sił na międzynarodowych ringach. To tak jak wtedy z Pawłem chciałbym zmierzyć się na 2000 metrów. To byłoby zabójstwo, nie miałbym najmniejszych szans. Dokładnie tak samo jest w MMA, gdybym rzucił się na zbyt głęboką wodę, mogliby mnie trochę poobijać. Stopniowo, krok po kroku, dojdę do międzynarodowych walk.

Ile treningów jeszcze trzeba, by mógł Pan rywalizować o mistrzowskie pasy?

Żeby bić się o pasy mistrzowskie, to potrzebuję jeszcze... Tak uczciwie, dwa lata.

Co jest najtrudniejsze w treningu MMA?

Praktycznie wszystko trzeba trenować. Boks, zapasy, styl wolny, ju-jitsu. Wszystko to trzeba połączyć, dlatego że każdy przeciwnik jest inny. Jeden wywodzi się z zapasów stylu klasycznego, drugi wolnego, trzeci z ju-jitsu, a następny to bokser i nie można się tak naprawdę przygotować pod jeden konkretny sport. I chyba to jest najtrudniejsze.

Teraz skupi się Pan tylko na MMA czy też na zawodach strongman?

Niedługo startuję w Gdańsku w Hali Oliwia na Pucharze Polski strongman. Co prawda do tej pory odbywałem 20 turniejów rocznie, teraz zminimalizowałem to do jednej czwartej, czyli do 5 zawodów, ale jeszcze nie rezygnuję. Teraz powoli w 80 - 90 procentach wchodzę do MMA.

Czyli dałby Pan radę "ciągnąć" dwie dyscypliny?

Bardziej skupiam się na MMA, ale strongmana nie zostawiam, jeszcze przez najbliższe dwa lata będę startował i tu, i tu. Co będzie potem, na razie nie myślę.

Rozmawiał: Paweł Prochowski






 
Najnowsze artykuły
01.12 KONKURS - Podróż przez Mistrzostwa... 16.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 01.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 19.07 OSHEE oficjalnym napojem... 18.07 Piłka błotna na Roztoczu! 18.07 Rabobank z mistrzem świata 18.07 Przemysław Niemiec na czele... 18.07 Zgrupowanie reprezentacji Polski... 18.07 Pedrosa wygrywa GP Niemiec 18.07 Europejskie finały Pucharu Narodów...

Najczęściej czytane

© 2010 STI Group S.A. | ul. Dekabrystów 41 lokal 714; 42-215 Częstochowa | tel. +48 34 373 10 40