Dzisiaj: 11 lutego 2012
swiatsportu
Sobiesiak i szczęście Śląska

Maciej Prochowski, źródło: Informacja własna
Data: 2010-02-12 08:02
Dział: Felietony
 

Ryszard Sobiesiak niemalże z dnia na dzień stał się bardzo znaną postacią w świecie biznesu i polityki. A jeśli dodamy do tego jeszcze popularność sportową (minioną co prawda, ale jednak), to kreuje nam się nowa gwiazda showbiznesu. Być może już niedługo zobaczymy pana Ryszarda w kolejnej edycji „Tańca z Gwiazdami”, może zagości w programach Wojewódzkiego lub Majewskiego. Na razie jeszcze Ryszard Sobiesiak pozostaje gwiazdą Sejmowej Komisji Śledczej, ale to na pewno tylko wstęp do dalszej

 

Pewnie już mało kto pamięta, że ów tajemniczy biznesmen, będący dziś symbolem afery hazardowej, był podstawowym piłkarzem pierwszoligowej (odpowiednik dzisiejszej Ekstraklasy) jedenastki Śląska Wrocław. Solidny obrońca, mistrz Polski z 1977 roku, zapisał się w pamięci kibiców jako jeden z filarów najlepszej w historii ekipy wrocławian.

W szczególności zapisało mi się w pamięci pewne zimowe popołudnie, bodajże 1979 roku, kiedy to w czasie zimowej przerwy w rozgrywkach, na zaśnieżonym Stadionie Olimpijskim Śląsk rozgrywał sparingowy pojedynek z Radomiakiem Radom. Na jedynym otwartym sektorze trybuny głównej, zgromadziło się kilkudziesięciu spragnionych futbolowych emocji kibiców. Mimo, że mocno padał śnieg, zawody okazały się bardzo ciekawe, a zwycięską bramkę dla wrocławian zdobył ładnym strzałem zza pola karnego właśnie Ryszard Sobiesiak. Wtedy, w czasie mało ważnego meczu poznałem tego piłkarza i obok innych ówczesnych gwiazd Śląska, Sybisa, Żmudy, Pawłowskiego, Fabera (i innych), stał się on jednym z moich idoli.

I choć różnie potem bywało ze sportowym życiem pana Ryszarda, kiedy to jako właściciel kasyna Polonia próbował zostać działaczem piłkarskim, zasiadając nawet na fotelu prezesa Śląska, to jednak nie dane mu było zrobić kariery w tym sektorze. Zarządzając marzącym o powrocie do elity klubem, okazał się bardzo powściągliwy w wydatkach i Śląsk tak jak i jego budżet prezentował się wyjątkowo mizernie. W zasadzie trudno nawet winić o to prezesa Sobiesiaka. Choć wszyscy sądzili, że będzie on trwonił w piłce nożnej własne, ciężko zarobione pieniądze, on wobec braku zainteresowania klubem przez władze miejskie i innych przedstawicieli biznesu bardziej skupiał się na swojej hazardowej spółce. Futbol jednak nie interesował już go tak bardzo i zaczął postępować jak nowicjusz.

Najlepiej było to widać w przypadku zakupienia do Śląska, Piotra Włodarczyka. Spółka pod kierownictwem Ryszarda Sobiesiaka bez zmrużenia oka wydała na ten cel, aż milion niemieckich marek, co było wówczas kwotą zdecydowanie przesadzoną. Na domiar złego nikt nie pomyślał o podpisaniu kilkuletniego kontraktu i gwiazda ataku Śląska mogła po dwóch sezonach odejść z klubu za darmo. Włodarczyk ostatecznie wylądował we francuskim Auxerre, a Ryszard Sobiesiak i spółka omal nie stracili zainwestowanych pieniędzy. Do dziś po Wrocławiu chodzą plotki jak doszło do podpisania przez piłkarza nowego kontraktu. Jedni mówią, że to urodzony na Dolnym Śląsku Włodarczyk okazał Śląskowi litość i parafował nową umowę, inni twierdzą, że to ludzie prezesa zastraszyli piłkarza już we Francji i „namówili” go na podpis. Prawda pewnie leży po środku. Faktem jest jednak, że dla Ryszarda Sobisiaka pracował wtedy znany gangster, były mistrz Polski w boksie, Leszek Ciota, a Włodarczyk podpisując nowy kontrakt ze Śląskiem, zmusił Francuzów do zapłaty odstępnego.

Do historii przejdzie również jedno z największych nieporozumień w dziejach polskiej ligi w obsadzie pierwszego szkoleniowca zespołu. W 1998 roku Ryszard Sobiesiak bez namysłu powierzył to zadanie, kierownikowi drużyny, Edwardowi Żugajowi. Starszy pan posiadał co prawda licencję trenerską, ale ostatnio piłkarski zespół prowadził ćwierć wieku wcześniej. No i w Śląsku zaczął się prawdziwy cyrk. Porażka za porażką. Piłkarze zaczęli skarżyć się, że trener w ogóle nie zna się na taktyce, nie ustawia zespołu, nie rozumie w ogóle współczesnej piłki. Zawodnicy sami musieli rozmieszczać pozycje i omawiać wszystkie szczegóły meczu, już po wyjściu na murawę. Jednak prezes trwał przy swoim zdaniu: - To Edward Żugaj jest trenerem, on decyduje, a piłkarze niech lepiej wezmą się za grę – mawiał do czasu, kiedy prasa ostro podchwyciła temat i poprzez sponsorów wymusiła w końcu zmianę starszego pana na prawdziwego trenera.

Dzisiaj Ryszard Sobiesiak, tak mocno związany niegdyś ze Śląskiem Wrocław znów jest na ustach całego kraju. Niestety raczej w niechlubnym kontekście. Dla wrocławskiego klubu mógł teraz okazać się jednak poważnym problemem. Bo o Sobiesiaku piszą teraz wszyscy, od działów polityki, przez gospodarkę, oczywiście aż do sportu.

I wystarczyłoby aby niektórzy dodali w tytułach artykułów o aferze hazardowej „Były piłkarz Śląska...” lub „Dawny prezes WKS-u Śląsk…”. Mogło być też: „Ze Śląska do prokuratury…”, albo „ Niechlubna kariera obrońcy Śląska…”. Można było dodać coś w stylu: „ Afera kolegi Tarasiewicza…”, bądź „Aferzysta ze Śląska Wrocław…”. I wszystko opatrzone logo Śląska Wrocław.

Tak, to by się lepiej sprzedało, takie artykuły miałyby większa liczbę odsłon w internecie. A Śląsk? Mimo, że z klubem afera hazardowa nie ma żadnego związku to pogoń za tanią sensacją, w tym przypadku za Ryszardem Sobiesiakiem mogłaby mieć zły wpływ na wizerunek solidnego przecież klubu.

Takie problemy miała niedawno krakowska Wisła. Gdy zatrzymano Artura Sarnata, Grzegorza Kaliciaka czy Zbigniewa Murdzę, to tytułowano wszem i wobec: „Byli piłkarze Wisły aresztowani…”. I choć zarzuty nie miały nic wspólnego z obecnym i byłym zespołem Białej Gwiazdy (Murdza np. rozegrał w Wiśle zaledwie kilka nieistotnych meczów, a sprawa nie dotyczyła tego okresu), to wszędzie padała nazwa klubu. Oczywiście wraz z herbem klubu. Tania sensacja przyniosła jednak szkody krakowianom, bo zarząd klubu zareagował w końcu oświadczeniem, w którym żądano zaprzestania firmowania korupcyjnych tekstów dotyczących piłkarzy grających kiedyś w Wiśle, nazwą i logo Wisły Kraków.

Sprawa Ryszarda Sobiesiaka i rozpętana przez niego afera hazardowa, nie przyniosła na szczęście ujmy Śląskowi Wrocław, bo jak dotąd ani prasa brukowa, ani portale internetowe nie wpadły na to, aby coraz bardziej nudne doniesienia z pogranicza polityki tytułować nazwą i herbem wrocławskiego klubu.

Śląsk więc uniknął kłopotów, które dotknęły w podobnej sytuacji Wisłę Kraków. Szczęście więc, czy poprawa brukowych zapędów marnych dziennikarzy? Chyba jednak szczęście, bo wystarczy włączyć dowolny z internetowych serwisów, by stwierdzić, że większość tytułów sensacyjnych informacji w ogóle nie odnosi się do ich treści.






 
Najnowsze artykuły
01.12 KONKURS - Podróż przez Mistrzostwa... 16.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 01.08 UEFA - Historia Mistrzostw Europy... 19.07 OSHEE oficjalnym napojem... 18.07 Piłka błotna na Roztoczu! 18.07 Rabobank z mistrzem świata 18.07 Przemysław Niemiec na czele... 18.07 Zgrupowanie reprezentacji Polski... 18.07 Pedrosa wygrywa GP Niemiec 18.07 Europejskie finały Pucharu Narodów...

Najczęściej czytane

© 2010 STI Group S.A. | ul. Dekabrystów 41 lokal 714; 42-215 Częstochowa | tel. +48 34 373 10 40